

Znacie mnie jako Alchemika - ale nie tylko tym się zajmuję. Od kilku lat jeżdżę po imprezach także ze "zbrojownią" - wieloletnią kolekcją replik osprzętu wojskowego z dawnych czasów. No i właśnie o tym będzie...
Na jednym z wydarzeń w tym roku komuś tak spodobały się nasze pokazy, że postanowił po nocy przytulić się - i to trwale - do czterech sztuk ekwipunku. I ja to rozumiem - faktycznie, były to unikaty. Szkoda, że kolekcjoner nie wziął pod uwagę, że dla mnie to koszt rzędu 10-15 tysięcy złotych - koszt, który musze ponieść, by odbudować straty.
Co zginęło? Dwa miecze dwuręczne - spadone produkcji Regenyei Armory, oraz miecz dwuręczny na wzór niemiecki produkcji Arma Bytom, kord oraz nadziak. Co ciekawe, były to elementy, które etatowo brały udział w pokazie - cięliśmy nimi kapustę, maltretując ją na bigos albo innego Colesława.
Ktoś powie, że "to tylko kawałki stali" - i z jednej strony się nie pomyli, a z drugiej... są to rzeczy robione na zamówienie. Nie ma "supermarketu" z replikami średniowiecznego uzbrojenia. Dla naszego - rekonstruktorów i ludzi walczących w walkach historycznych - bezpieczeństwa sprzęt ten musi spełniać konkretne parametry, a tego nie da się osiągnąć "tnąc płaskownik diaksem".
Cóż. Wyżaliłem się. Teraz do rzeczy. Zbieram na przywrócenie - i być może rozbudowę - zbrojowni. Chciałbym odkupić zagubione sprzęty, by móc dalej jeździć i pokazywać Wam, że czasy dawne to nie tylko ozdobne zbroje i miecze z klejnotami. Chcę móc znowu dawać Wam poczuć w dłoniach narzędzia, jakie stosowało dawniej wojsko. Chcę, by ten dodatkowy projekt - Ars Militaria - nadal "żył" i bawił młodszych, starszych, kobiety i mężczyzn - po prostu każdego. Chciałbym, byście mogli pochwalić się "trzymałem w dłoniach miecz dwuręczny" - bo taka jest rola tego projektu.
Wszystkim wspierającym dziękuję z góry - jesteście cudowni!